Upupianiu mówię: dość!
Kupuję w aptece herbatkę ziołową. Farmaceutka podając mi ją wtrąca: „Musi pani wiedzieć, że jednorazowo można zaparzyć tylko jedną saszetkę”. Wychodzę z mieszanymi uczuciami. Dlaczego nie czuję wdzięczności? – zastanawiam się.
Kupuję w aptece herbatkę ziołową. Farmaceutka podając mi ją wtrąca: „Musi pani wiedzieć, że jednorazowo można zaparzyć tylko jedną saszetkę”. Wychodzę z mieszanymi uczuciami. Dlaczego nie czuję wdzięczności? – zastanawiam się.
Wchodzę do znanej perfumerii z zamiarem kupna konkretnej wody toaletowej. Wiem, czego potrzebuję, znam układ sklepu – jest więc dla mnie jasne, gdzie znajdę towar. Tuż przy wejściu zatrzymuje mnie ekspedientka: „Dzień dobry. Czy mogę w czymś pomóc?” – pyta uśmiechając się szeroko. Wytrącona ze schematu: ‘wejść – wziąć – zapłacić – wyjść’ odpowiadam uprzejmie: „Dzień dobry. Nie dziękuję”, a następnie kieruję się w stronę półki z perfumami.
Koniec lata jest u mnie bardzo intensywny. Pierwszy raz od wielu tygodni nie mogę znaleźć czasu, by spokojnie zebrać myśli i zastanowić się nad kolejnym postem na blogu. Ponieważ jednak życie nie znosi próżni, postawiło mnie przed południem w obliczu czterech sytuacji, których wspólnym mianownikiem była presja psychologiczna. Tak zrodził się dzisiejszy temat.
Gdy zostaje naruszona nasza przestrzeń fizyczna, nie mamy wątpliwości, że możemy się bronić. Gdy jednak jest atakowane nasze terytorium psychologiczne, zdecydowanie rzadziej mówimy: „stop”. By skutecznie bronić się przed inwazją, po pierwsze trzeba umieć ją rozpoznać. A to nie zawsze jest łatwe biorąc pod uwagę, jak wiele różnorodnych form może przybrać ingerencja. Dzisiaj chcę opowiedzieć o niektórych jej rodzajach: